Potem było zwątpienie . I szczęście musiało się odsunąć. Bo nikt kto wątpi nie jest w pełni szczęśliwym . Wróciło sumienie. I pytało : Czy aby na pewno się nie pomyliłeś ...?
I nikt nie wiedział . Nie wiedział jak kochać. Nie wiedział w co wierzyć. Nie wiedział jak żyć.
I tak zwątpienie zasiało popłoch. W popłochu kochałeś , w popłochu wierzyłeś. W popłochu egzystowałeś.
I nikt nie zauważył jak do świata wdarła się rozpacz . Rozpacz z bezsilności. Żałowałeś marzeń , żałowałeś planów. Wstydziłeś się tego kim jesteś.
Ale wtedy pojawiło się zło. I już nie mogłeś się winić. Winić za to kim jesteś.
Bo już nie wiedziałeś. Odwaga, spryt, mądrość, wierność. Przysięgałeś.
Dotrzymało niewielu. I w nieszczęściu żyli wszyscy . Dobro i zło. Podział tak oczywisty , a nikt nie wie do którego należysz. Prosisz o odpowiedź. I wciąż masz nadzieję. Ale nadzieja matką głupich.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz